Gotowanie na winie. Czyli radosna twórczość.
Jakieś trzy lata temu moja szwagierka przywiozła żonie, zestaw przypraw z wyprawy do Tunezji. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że opis był po arabsku. Było tych przypraw 8. Z 5 dałem radę. Trzy wylądowały w słoiczkach. W ostatnią niedzielę żona poprosiła bym zrobił obiad. Wyciągnęła mięso od szynki i powiedziała – zrób coś z tego. Nie za bardzo miałem pomysł co z tego zrobić. Trochę na gulasz to szkoda było takiego mięsa. Dobra robimy szynkę z tym co się na winie.
Najpierw pokroiłem szynkę w takie plastry jak na bitki. Na patelnię wlałem oliwę z oliwek zagrzałem i położyłem szynkę. Troszkę ją przysmażyłem i delikatnie podlałem wodą. Potem to było to co w kuchni uwielbiam. Czyli radosna twórczość. Otworzyłem szafkę z przyprawami i zobaczyłem sławetne słoiczki . Odłożyłem je sobie na bok. W ziołem zestaw podstawowy: bazylia, majeranek, troszkę cury, sól, pieprz, paprykę słodką. Wkroiłem dwie pieczarki. Potem słoiczki z niewiadomo czym i próbując zawartość organo – lep-tycznie, za czołem dodawać do mięsa. Nie potrafię podać dokładnego przepisu z wiadomych przyczyn, ale wyszło .pi..pi. Żona stwierdziła że muszę to powtórzyć, a ja nie wiem jak.:(
Ps, Dusiłem to wszystko ponad półtorej godziny, dzięki temu wyszedł też fajny sosik,
Paweł Ilnicki
One Response to Gotowanie na winie. Czyli radosna twórczość.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Jakbyś wstawił zdjęcia tych słoiczków, to może ktoś by Ci pomógł rozszyfrować jakie to są przyprawy 🙂